Czasami pokazuje wam na Instagramie absurdalne reklamy, w których a to dziecko wybiera na śniadanie wafelka i ignoruje owoc, a to modelka w rozmiarze XS zajada się lodami, czekoladą lub pije słodzone napoje. I mówię głośno, że mi się to nie podoba. Bo skoro państwu i społeczeństwu tak bardzo zależy na odchudzeniu Polaków to dlaczego robi wszystko co w jego mocy by utyli?

A może to tylko czcze gadanie, że to ważne by człowiek był zdrowy, szczupły i zadowolony. Bo taki człowiek jest kiepskim konsumentem.

Idąc do sklepu bardziej opłaca mi się kupić 2 wielkie paczki chipsów niż wziąć małą paczkę zdrowszej wersji. Przy obecnej promocji zakup 400g chipsów w Biedrze to koszt 4,98zł. Czyli podobnie jak 11og chipsów z pieca. Założę się, że przeciętna rodzina nie będzie chciała zapłacić 4x więcej. I jeśli otworzy paczkę to nie rozdzieli po garści czipsów na osobę tylko będzie jeść aż zobaczy dno. Poza tym, otwarcie dużych opakowań np. dżemu, majonezu, sera, soku zmusza nas do jedzenia więcej bo przecież nie może się zmarnować. Marnotrastwo to grzech.

Gdybyśmy mieli mały słoiczek kremu czekoladowego to byśmy go oszczędzali. Ale skoro przed nami stoi pół litrowy słój to trzeba go zagospodarować. Jak najszybciej. Ma to sens. Konsumujemy i napędzamy rozwój gospodarczy. Tylko niech nam się nie mówi później, że całe to tycie jest jedynie naszą, indywidualną winą. I tylko od nas zależy co robimy bo przecież mamy rozum i wolną wolę. Nie do końca. Maszynka biznesowa doskonale radzi sobie z ludzką psychiką i wie gdzie nacisnąć guzik byśmy kupili.

Jeśli jesteśmy świadomi na tyle by nie kupić zapasu chipsów to jest duża szansa że wydamy 2x więcej na zapas zdrowych batoników mocy czy jakichś innych fit produktów bo znana twarz je promuje i akurat są w promocji. Lub orzechów. W sumie nieważne, bylebyśmy wydali wszystko co mamy i zjedli jak najszybciej. Ile jest konsumentów tak świadomych, o tak silnym charakterze by nie wpaść w zasadzki?

Idziesz sobie drogą i wielka reklama fastfoodu aż razi po oczach, zjedz mnie, zjedz mnie a w uszach słyszysz głos fitnes motywatorek – musisz mieć silną wolę. Jeszcze pół biedy kiedy to tylko reklama i tylko głos. Ale jeśli czujesz głód i poczujesz zapach smażonych frytek i nie masz pod ręką zapakowanego posiłku, nie chcesz wydać sporej sumy na zdrowy posiłek na mieście, co zrobisz? Zapiekanka kosztuje tylko 7zł. Ogromna i syta.

Gdyby państwu zależało na tym byśmy byli szczupli wprowadziłoby zmiany środowiskowe. Ale ich nie wprowadza bo wymagałoby to poważnego wstrząsu gospodarczego, nakładów finansowych i zmiany przekonań. Jak mówią, krowa która dużo muczy mało mleka daje. Dużo się mówi, głośno krzyczy ale mało robi. Państwo jest niewydolne w tej kwestii. Za leczenie i promocję zdrowia bierze się grupa, która nie powinna tego robić – fit guru z internetowym kursem z żywienia w sporcie, naturopaci polecający zamienić jedzenie na suplementy. A my łapiemy wszystko co daje nadzieje.

Piętnowanie wagi

Zwykło się mówić, że długotrwały sukces w odchudzaniu zależy od restrykcyjnej diety i silnej woli. Społeczeństwo przywykło do piętnowania wagi jako sposobu walki z otyłością. Uważa się, że waga definiuje zdrowie człowieka, dlatego namawia się ludzi by walczyli ze swoim ciałem. By utrudniali sobie życie i nie korzystali z łatwych rozwiązań. Kupienie drożdżówki, kanapki, hot doga w żabce to nie przestępstwo. Kiedy człowiek musi się zmagać z dniem codziennym, walczyć ze światem który niczego nam nie ułatwia – naprawdę ciężko jest toczyć kolejną bitwę – ze swoim ciałem, by sprostać wyśrubowanym wymaganiom społecznym.

silna wolaAle jest do tego ciągle zmuszany. Bo nie pasuje, wygląda nieładnie, niezgodnie z dzisiejszą modą. Umrze młodo. Powinien się za siebie wziąć. Zastrasza się go. Jeśli jeszcze nie rozumie że musi schudnąć to wystarczy, że wybierze się na zakupy i największe spodnie znajdzie w rozmiarze 40. Szybko dotrze do niego że coś jest nie tak. To podejście naprawdę nie działa.

W Wielkiej Brytanii przeprowadzono badanie, by sprawdzić jak duże szanse ma otyła osoba na uzyskanie szczupłego ciała. Przeanalizowano jak zmieniała się waga pacjentów na przestrzeni 2 lat. Każdy z badanych zaliczył conajmniej 3 zmiany BMI w tym okresie. W rezultacie wyliczono, że 1 na 210 otyłych mężczyzn i 1 na 124 otyłe kobiety dochodzi do prawidłowej wagi. Prawdopodobieństwo spada w przypadku mocno otyłych ludzi –  1 na 1290 mężczyzn i 1 na 677 kobiet uzyskuje prawidłową wagę.

Badania psychologiczne dowodzą, że piętnowanie wagi przynosi odwrotne rezultaty. Wywołuje zwiększone spożycie pokarmów, unikanie ćwiczeń, wyczerpuje zasoby psychiczne potrzebne do kontrolowania własnego zachowania i wiąże się ze zwiększonym, a nie zmniejszonym ryzykiem otyłości. Ponadto piętnowanie wagi powoduje wzrost psychicznego i fizjologicznego stresu, który jest szkodliwy dla zdrowia i może prowadzić do przyrostu masy ciała. W związku z tym kampanie, które wykorzystują stygmatyzację i piętnowanie wagi do motywowania ludzi do zmian  się nie powiodą. Problem z wagą jest niezrozumiany i wiąże się z nim sporo błędnych założeń. Piętnowanie wagi nie zmniejszyło problemu otyłości.

Zmiany systemowe

Potrzebna jest korekta całego systemu. Nie jest możliwe by społeczeństwo nagle zaczęło być szczupłe jeśli najtańszym i najbardziej energetycznym posiłkiem na mieście jest zapiekanka lub hot dog. Dopóki sałatka nie zacznie sycić tak jak buła z parówką i nie będzie kosztowała tyle samo (lub niewiele więcej) ludzie będą kupować to, co zaspokoi głód. Nie można wmawiać ludziom że wszystko zależy od nich i mogą się przeciwstawić systemowi, który czerpie zysk z tego, że człowiek konsumuje.

Dzieci nie przestaną tyć dlatego, że jest kampania społeczna która mówi, że to szkodliwe. Kiedy dziecko otwiera YouTube lub ogląda bajkę w telewizji jest skazane na reklamy przekąsek, fast foodu i słodkich napojów. Pamiętam z mojego dzieciństwa naklejki czy karty kolekcjonerskie z chipsów i gum. Jak można było tego nie kupować skoro wszyscy kupowali?

Kiedy wchodzi się do sklepu na pierwszy strzał czuć zapach świeżo odpieczonego chleba. Aż skręca w żołądku.

Nauka podkreśla zdolność zastosowania podstawowych manipulacji najbliższego otoczenia w celu zwiększania zachowań prozdrowotnych bez polegania na indywidualnej sile woli. Na przykład badania wykazały, że zdrowsze odżywianie w szkolnych stołówkach może być ułatwione przez modyfikację tak prostą, jak umieszczanie zdjęć warzyw na tacach obiadowych, używanie większych naczyń do serwowania zdrowej żywności lub umieszczanie zdrowszej żywności w pobliżu kas. Samo prezentowanie dzieciom marchewki na stole obiadowym przed przyniesieniem reszty posiłku zwiększa spożycie marchewki czterokrotnie.

Badania laboratoryjne wykazały również, że nieznaczne utrudnienie dostępu do niezdrowej żywności (np. poprzez umieszczenie jej na wyższej półce) prowadzi do zmniejszenia jej spożycia. Ograniczenie kupna napojów słodzonych byłoby bardzo proste, ale przecież to nie o to chodzi byśmy kupowali mniej.

Od człowieka o wyższej wadze wymaga się by schudnął. Jednakże nikt nie bierze pod uwagę, że nadwaga i otyłość są problemami społecznymi i rodzinnymi. Rodzina bardzo często naciska na osobę z nadwagą by ta wzięła się za siebie. Rodzice płacą za dietetyka by ten ustalił dietę dla dziecka. Niestety w tym samym czasie rodzina nie bierze odpowiedzialności za to, co się stało ani nie próbuje wczuć się w sytuację. Partner czy partnerka z nad puszki piwa i paczki chipsów mówi do męża/żony schudnij, weź się za siebie. Rodzice podając czekoladę szczupłemu rodzeństwu odmawiają jej grubemu dziecku. Dziecko nie może jeść tego posiłku co tata ponieważ jest na diecie.

Pamiętam kiedy w dzieciństwie moją typową kolacją były odsmażane ziemniaki, odsmażany chleb i ziemniaki ze śmietaną. Na obiad placki ziemniaczane. I ja rozumiem, że to tanie rzeczy, których nie trzeba było kupować. Były w domu. Cała rodzina się tym żywiła. Jednakże to ja jako grube dziecko, w wieku lat 7 czy 8 (nie pamiętam) byłam przez mamę upominana że powinnam schudnąć (czyli nie jeść kolacji kiedy inni jedli). Mama miała zakodowane w głowie że jestem gruba i powinnam schudnąć ale nie miała już świadomości, że to ona powinna zmienić moją kolację z ziemniaków na oleju np. na kaszę gryczaną.

Łatwo jest zalecać silną wolę i diety. Ale dlaczego nie ma zmian systemowych?

Dzieciaki w szkole nie mają dofinansowania do zdrowych obiadów. Moje siostrzenice dostawały w szkole podstawowej jogurt naturalny, mleko i przydział warzyw – marchewka pokrojona w kawałki, kilka rzodkiewek i kilka pomidorów. Czasami jabłko. Taki karton przychodził raz w tygodniu. Dzieciaki wypijały co najwyżej mleko. Reszta najczęściej lądowała w koszu (poza jabłkiem) bo albo wyleżało się w woreczkach foliowych aż się zepsuło albo całkiem zapomniano, że gdzieś w lodówce leży kilka kawałków marchewki.

Gdzie są zajęcia ruchowe dla młodzieży, które ta mogłaby naprawdę polubić. Moje siostrzenice musiały chodzić na przymusowe kółko sportowe prowadzone przez nauczyciel WF-u. Wszystkie dzieci wykruszyły się niemal po miesiącu, nikt nie chciał powtórki lekcji wychowania fizycznego.

Unia Europejska od dawna wypłaca dopłaty dla rolników. Ale czy dzięki temu jedzenie jest tańsze? Nie jest. Warzywa i owoce w Polsce są drogie. Sporo pieniędzy idzie w błoto ponieważ środki są wyciągane  przez “rolników” na różne sposoby. Pola się obsiewa, później zaoruje. Mikro gospodarstwa produkują dla siebie a dopłaty są zastrzykiem gotówki na życie. A ziemniaki kosztują 3,50 za kg. Prawie tyle co kg wątróbki drobiowej lub ćwiartek z kurczaka w promocji!

Gdzie jest regulacja reklam?

Dlaczego młodzi, piękni i zamożni reklamują słodzone napoje i słodycze? Skoro picie coca coli i jedzenie lodów magnum jest takie fajne to dlaczego mielibyśmy z nich rezygnować. To oczywiste, że też chcemy być super fajni. Są chipsy jest impreza.

Dlaczego układ asortymentu w sklepach jest taki byśmy nie mogli oprzeć się zakupowi. 2 paczki ciastek trzecia gratis. 2 litrowe lody 50% gratis. Nutella to pełnowartościowe śniadanie. Kinder przekąska jest najlepsza na małego głoda.

Regulacji reklam nie będzie. Bo celem jest zysk.

Pozycja społeczna ma znaczenie

O uprzywilejowaniu możesz posłuchać na Insta na profilu @zpopk zwierz popkulturalny, zapisane story “uprzywilejowanie”.

W moich rodzinnych stronach mam sąsiadkę, która całe życie pracowała na roli i zajmowała się domem. Nigdy nie miała swoich pieniędzy. Zawsze kiedy tylko może korzysta z okazji i kupuje jedynie chleb z przeceny by zaoszczędzić kilka groszy. Ale i ona jest uprzywilejowana. Uprawia swoje własne jedzenie. Ma własne jaja. Nie zna głodu. Wieś zawsze się wyżywi i to prawda. Ale mam swoje własne doświadczenia z moich początków życia w mieście, kiedy to na studiach miałam wyliczone ile chleba z pasztetem mogę zjeść na dzień by nie zabrakło na kolejne dni. Pamiętam, że miałam 3zł na dzień w tym musiało starczyć na butelkę wody. I później ten czas, kiedy przechodziłam załamanie i spałam na kanapie u bratowej nie mając żadnych perspektyw ani wiary, że jeszcze kiedyś może być dobrze.

Oczywiście łatwo zwalić winę na społeczeństwo, na jednostki, grupy społeczne. Ale popatrzmy na to co się dzieje z innej strony. Potrzebna jest zmiana polityki na lokalnym i krajowym poziomie. Takie zmiany, które usuną indywidualną presję, konieczność polegania całkowicie na silnej woli.