Wymarzyłam sobie że “Piekno bez granic” i „Antydieta” staną się fundacją.

Pisałam niedawno na Instagramie o ciałopozytywnym sporcie, że byłoby tak fajnie gdyby istniał. Gdyby ruch wrócił do bycia ruchem a nie narzędziem do rzeźbienia i zrzucania kilogramów.

Pisałam jak byłoby nam dobrze, gdybyśmy wyszkolili i wypromowali ciałopozytywnych trenerów, instruktorów, fizjoterapeutów. Myślę, że można by nawet stworzyć fundusz stypendialny, a czemu nie?

Pisałam że gdyby się nam udało stworzyć silną społeczność moglibyśmy dawać certyfikaty dla trenerów którzy spełniają wymagania naszej społeczności.

Ba! Ja sobie nawet wymarzyłam, że jesteśmy tak ważni, że organizujemy ciałopozytywne bale charytatywne gdzie dajemy odznaczenia dla osób zasłużonych. Uważam, że trener który zachęciłby Polaków do regularnych spacerów przez całe życie byłby bohaterem.

Założyłam profil, który o ile czas i finanse na to pozwolą mógłby promować ciałopozytywny sport. Popatrz jakie ładne hasła:

Pozytywnie w ruchu

Odczarujmy ruch

Strefa wolna od diet i spalania boczków

Bo kochamy ruch

By czuć się dobrze

By poznać ludzi takich jak ty

Trenerzy z którymi możemy się utożsamić. Perfekcyjnie nieidealni.

Bo ruch to radość

Ja wiem, że kiedyś przestańmy utożsamiać ruch ze stalowymi pośladkami, spalaniem boczków, ABS-ami i docinaniem się.

Wiem, że już niedługo YouTube będzie pełen polskich filmów z gimnastyką przystosowaną dla ludzi naprawdę początkujących i o różnym stopniu sprawności. Takich merytorycznie wartościowych, prowadzonych przez doświadczonego fizjoterapeutę, kogoś kto ma empatię dla ludzi i rozumie pewne kwestie. Kogoś z pasją do człowieka a nie do pieniędzy.

Wiem, że kiedyś w klubach fitness zawisną zdjęcia normalnych ludzi. I zajęcia przestaną być nastawione na odchudzanie i modelowanie. Idąc na nie będziemy czuli presji i wstydu. Bo to jest chore, że człowiek idąc poćwiczyć wstydzi się bo nie wygląda dobrze.

Czy Antydieta i Piekno bez granic mogą stać się fundacją?

Jak myślisz?

Mam już nazwę fundacji – PIEKNO BEZ GRANIC

Uważam, że powinniśmy założyć wielką społeczność ludzi dbających o swoje zdrowie, samopoczucie i akceptujących różnorodność ciał. Bo co innego możemy zrobić? Potrzebujemy antidotum na to, co się dzieje.

Kiedy mówi się nam na każdym kroku, że nic tylko trzeba spalać, modelować, oczyszczać, eliminować, gdy trening na stalowe pośladki wyskakuje z lodówki. Gdy wstydzimy się iść poćwiczyć bo nie wyglądamy jak trzeba. Gdy boimy się jeść bo nie jesteśmy tacy jak trzeba. Gdy nie daje się nam prawa cieszyć jedzeniem bo nie zasługujemy.

Co możemy zrobić? Przeciwstawić się.

Większość Polaków cierpi z powodu stygmatyzacji wagi. Jak to możliwe, że większa część społeczeństwa jest dyskryminowana, a spośród mniejszości której to bezpośrednio nie dotyczy, tak wiele osób cierpi bo boi się że będzie dyskryminowanych jeśli przestanie się bać?

Piętnowanie wagi, dyskryminacja, bodyshaming, fobia tłuszczowa zniszczyły pół mojego życia. Okradły mnie z marzeń, odcisnęły piętno na moim zdrowiu. Doprowadziły do tego, że mając lat 26 wydawało mi się, że moje życie jest skończone. To ten moment gdy byłam najszczuplejsza.

Jakiś czas temu otworzyłam konto na patronite myśląc, że dzięki niemu utrzymam antydietę i pieknobezgranic.pl. Ale sama nie wierzyłam zbyt mocno w to wszystko. I właściwie nic o tym nie mówiłam.

Ale to się zmieni. Bo nastąpił przełom. Mam na tyle dowodów, badań, metaanaliz i narzędzi że mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że naprawdę możemy coś zmienić. Jeśli tylko otworzymy oczy.

Dostaję mnóstwo wiadomości z prośbą o pomoc. Nie na wszystkie odpisuję. I nie udzielam prywatnych porad na antydiecie. A chciałabym wszystkim pomóc. Oddać każdemu skradzione życie. Uchronić każde dziecko przed moim losem i pocieszyć skrzywdzone dziecko żyjące w każdym dorosłym dotkniętym stygmatyzacją wagi.

Nie mam na to pieniędzy. Przykro mi. Odsyłam Was z kwitkiem.

Do takiej pracy potrzeba wielu ludzi, którzy zajmują się właśnie pracą społeczną. A do tego potrzeba miejsca.

Miejsca w którym pracuje grupa ludzi i wielu wolontariuszy. Gdzie uczymy ludzi dobrej relacji z jedzeniem. Uczymy akceptowania siebie i dbania o własne ciało i własne zdrowie psychiczne. Pomagamy wyjść z zaburzeń odżywiania i staramy się, jak tylko umiemy, by następne pokolenie znało tę chorobę tylko z lekcji historii.

Robimy kampanie reklamowe, wydajemy książki i broszury. Szkolimy lekarzy, nauczycieli i dietetyków.

Kiedy zniknie piętnowanie wagi zmniejszy się zagrożenie otyłością.

Nie mam doświadczenia w zakładaniu takich organizacji, nie znam kosztów, nie znam sposobów na zdobywanie funduszy. Przewiduję, że utrzymanie 3 pracowników i biura oraz podstawowej działalności statutowej będzie wymagało na samym początku 30 000 zł miesięcznie? Czy to dużo?

Gdyby wszyscy moi obserwatorzy przekazali co miesiąc darowiznę w postaci 5 zł, czyli tyle ile kosztuje jeden batonik raw znanej marki, lub paczka dużych chipsów, lub pół kawy w kawiarni taka fundacja mogłaby być otwarta.

Mam takie marzenie, że w każdej miejscowości mamy zajęcia sportowe, które są przyjemne dla każdego kto na nie przychodzi. Na których gimnastyka prowadzona jest przez trenera który ma gdzieś to, jak wyglądamy i nie wspomina nic o spalaniu tłuszczu. Zajęcia na których każdy otrzymuje wskazówki i jest otoczony taką opieką jakiej wymaga.

Marzę, że wydajemy książki kucharskie i robimy kursy kulinarne które naprawdę pomagają ludziom w przygotowaniu posiłków, smacznych, szybkich i niedrogich. Bo jedzenie wcale nie jest tanie. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia! Mięso w naszym kraju jest tańsze niż warzywa. Powinniśmy zadbać o to by młode pokolenie umiało gotować i wiedziało jak nie marnować żywności. Gotowanie no waste – nauczmy tego Polaków!

Czasami gdy mówię głośne  NIE DLA DIET ludzie słyszą, że ja mówię im by przestali dbać o siebie.

A ja wierzę głęboko w sens bycia dla siebie dobrym. Wartościowe i satysfakcjonujące jedzenie wraz z aktywnościś fizyczną są podstawą dobrego samopoczucia. I ja marzę sobie po cichu, że już niedługo każdy będzie o tym wiedział, czuł to i żył tym. I powoli, powolutku wszyscy przestaniemy tak bardzo skupiać się na tym jak wyglądamy.

Jeśli możesz wesprzyj otwarcie fundacji na patronite – możesz to zrobić tutaj.

Jeśli masz inny pomysł jak możesz pomóc podziel się nim w komentarzu. A może już chcesz zostać wolontariuszem, pomimo, że jeszcze nic nie jest gotowe?

A może masz doświadczenie w zbieraniu funduszy, wiesz jak to robić?

Pisz w komentarzu co myślisz. Możesz też pisać na pieknobezgranic@gmail.com.