Urodziłem się 25 października 1997. Obecnie mam prawie 22 lata. Od 2014 roku cierpiałem na zaburzenia odżywiania – najpierw do kwietnia 2015 na anoreksję, następnie na BED. Swoją walkę z ED ostatecznie zakończyłem w sierpniu 2019.

Od dziecka miałem kompleksy spowodowane budową swojego ciała – byłem dość krępym dzieckiem oraz mam rozbudowaną klatkę piersiową. Rodzice nie mówili mi, że jestem piękny dla siebie – tylko dlatego, że jestem i że warto szanować swe ciało. Od rówieśników słyszałem szykany – głównie wyzywanie od „grubasów”, „tłustych świń” i „szambiar” tylko dlatego, że trochę tłuszczu podskórnego zebrało się w okolicy brzucha (maksymalnie 2 kg). Teraz rozumiem jednak, dlaczego on tam był. Miało to związek z jego fizjologią. Ponadto moja dieta nie była rewelacyjna mimo prawidłowej masy. Przed początkiem zaburzeń ważyłem 78 kg przy 180 cm wzrostu.

Od 11 roku życia choruję na depresję. Choroba zdecydowanie nasiliła się podczas zaburzeń odżywiania. Od lutego 2018 jestem leczony psychiatrycznie i psychoterapeutycznie. Mam dodatkowo stwierdzone OCD, zaburzenia lękowe i psychosomatyczne.

 

2013

Pod koniec czerwca 2013 wyjechałem na obóz sportowy do Hiszpanii. Ciężkie treningi i dość słabe jedzenie (głównie produkty light, 0% oraz brak czasu na posiłki) spowodowały, że w ciągu 10 dni schudłem 8 kg. Bardzo spowodowała mi się perspektywa szybkiego chudnięcia, ponieważ już wtedy dawano mi do zrozumienia, że powinienem schudnąć („wspaniali” rówieśnicy). Pamiętam również, że jedna z koleżanek musiała wysłuchać wiele niestosownych uwag z powodu budowy swego ciała. Po powrocie do domu od razu rzuciłem się na przygotowany wcześniej przez matkę „boloński garnek”. W ciągu kilku tygodni powróciłem do wagi 78 kg.

 

2014

W tym roku rozpoczął się drugi epizod ciężkiej depresji. Związany był on m.in. prawdopodobnie z problemami w drużynie, która ostatecznie się rozpadła i rozpoczęciu edukacji w nowej szkole. Pojawiła się wtedy myśl „gdy schudnę, to moje życie się poprawi i będę szczęśliwy”. Przeszedłem na pierwszą dietę o kaloryczności 1900-2000 kcal. Byłem bardzo skrupulatny w odważaniu każdego składnika posiłku. W kalkulatorze wszystko się musiało zgadzać, nawet plastry pomidora i ilość szczypiorku. Jeśli przekroczyłem kaloryczność w jeden dzień, to drugiego dnia jadłem mniej, aby bilans był w równowadze. Zacząłem chudnąć w oczach. W ciągu 4-5 miesięcy schudłem 15 kg. Niestety, były to głównie mięśnie. Straciłem sporo siły. Byłem w tym czasie dość aktywny – uczyłem się do matury, miałem WF 2x w tygodniu oraz trenowałem siatkówkę w ramach SKS. Czułem, że jestem coraz słabszy, jednak podobała mi się perspektywa „zmniejszania się znienawidzonego ciała”. Byłem tak chudy, że dobrze widoczne były łuki jarzmowe oraz żebra i obojczyki. Wystawały mi kolce biodrowe.

Waga stanęła na 64 kg i nie chciała schodzić dalej. Zacząłem zmniejszać kaloryczność do 1500 kcal i niżej. Zdarzały się dni, gdy nie jadłem nic, a nadal byłem aktywny i się uczyłem. Czułem się jednak coraz gorzej – cały czas głodny, z zawrotami głowy. Aby zapełnić żołądek, zacząłem pić hektolitry kawy. Pamiętam sytuację, gdy z powodu przedawkowania kawy lewa połowa mojego ciała zaczęła drżeć. Trafiłem do szpitala, gdzie zdiagnozowano niedobory elektrolitowe.

 

2015

Po przyjęciu rodzinnym trafiłem do szpitala z powodu kolki wątrobowej. Ból był tak silny, że nie mogłem chodzić. Czołgałem się jedynie po podłodze. Zdiagnozowano kamicę żółciową. Spowodowana była ona prawdopodobnie tak szybkim schudnięciem oraz predyspozycjami rodzinnymi. W kwietniu planowo przeszedłem zabieg usunięcia pęcherzyka, w którym znajdowały się dwa dorodne, cholesterolowe kamienie. Po tej operacji zakończył się etap anoreksji, a rozpoczął się BED.

Przez 2-3 tygodnie musiałem stosować się do „diety wątrobowej”, czyli unikać smażonego, jeść gotowane mięso, biały chleb i rozgotowane warzywa. Po zakończeniu tej diety miałem pierwszy napad obżarstwa. Pamiętam, że zajadałem wtedy głównie galaretki, ciastka, słodkie płatki i czekoladę. Przez pierwsze kilka tygodni nie tyłem mimo że epizody występowały kilka razy w tygodniu. Rodzina była zadowolona, bo „w końcu zacząłem normalnie jeść, a nie wydziwiać”, a ja uniknąłem perspektywy śmierci głodowej. Sielanka zakończyła się jednak po kilku tygodniach. Przybierałem systematycznie po 1-2 kg na tydzień. Powróciłem do wagi 70 kg. W międzyczasie przygotowywałem się do matury i nadal trenowałem amatorsko siatkówkę.

            Nadal trwał drugi epizod depresji, który był tak silny, że praktycznie przestałem mówić. Czułem się przegrany, że moje życie ani trochę się nie poprawiło mimo schudnięcia.

 

2016

Rok, w którym przystąpiłem do matury. Zdałem biologię, chemię i język angielski na rozszerzeniu, aby dostać się na wymarzone studia medyczne. Do tej pory się zastanawiam, jak napisałem egzaminy na tyle, aby się dostać, skoro byłem dosłownie zmasakrowany – nie mogłem się nad niczym skupić, byłem zmęczony i stale głodny. Napady paniki i bólu brzucha były tak silne, że ratowałem się lekami, po których jednak byłem bardzo senny. Brzuch mnie bolał głównie ze strachu przed kompromitacją na WF. Bałem się uznawania za „kalekę” i „niedojdę”, bo nie umiałem i nie lubiłem grać w piłkę nożną oraz ręczną.

Załamałem się po otrzymaniu wyników matur. Bałem się, że nie dostanę się na studia, bo moje wyniki były dość niskie w porównaniu z zeszłorocznymi. Dostałem się jednak w sierpniu. Po przeprowadzce do nowego miasta napady zaczęły się nasilać. Pod koniec roku ważyłem już ok. 80 kg, przez co wysłuchiwałem komentarzy w stylu „poprawiłeś się”, „wyglądasz lepiej, a nie taki wychudzony”, „teraz wyglądasz jak chłop, a nie jak śmierć na chorągwi”.

 

2017

            W tym roku niewiele się działo, oprócz rozwijającego się obżarstwa, napadów paniki i bólu. Pod koniec roku zaczął się rozwijać trzeci epizod depresji. Coraz częściej wysłuchiwałem komentarzy dot. swojej tuszy, zdrowia i „że szybko umrę”. Zacząłem spotykać się z regularnym fatshamingiem oraz tkwiłem w błędnym kole napadów, kompensacji, dietek i kolejnych napadów.

 

2018

            To był najgorszy rok pod względem stanu psychicznego. Na początku roku rozpocząłem leczenie psychiatryczne. Byłem tak zniszczony i zmęczony, że nie mogłem nad niczym się skupić. Bez przerwy się objadałem i cierpiałem głód. Codziennie bolał mnie brzuch i miałem napady paniki. Bałem się wyjść z mieszkania, jednak robiłem to, by zaspokoić wilczy głód. Dostawałem ataków bólu i paniki w sklepach, szczególnie przy działach ze słodyczami. Byłem na skraju samobójstwa. Stwierdziłem, że albo specjalista mi pomoże, albo się zabiję. Dostałem pierwszy zestaw leków. Po nich mój stan się poprawił i mogłem rozpocząć terapię poznawczo-behawioralną. Przez następne miesiące stopniowo odstawiałem część z nich. Dzięki terapii nauczyłem się m.in. radzić sobie z napadami paniki i z bardzo negatywnymi myślami  o sobie (przybierały one postać głośnych myśli i wulgaryzmów kierowanych do siebie. Nikt mnie nie zwyzywał bardziej od swojej głowy. Złe myśli szczególnie się nasilały zaraz po napadzie.)

 

2019 

            W marcu zdecydowałem, że kończę z ED. Zacząłem wtedy poszukiwać świadectw osób walczących z ED lub takich, które te zaburzenia pokonały. Dzięki temu trafiłem między innymi na @wilczoglodna, @antydieta, @cialopozytyw i @galantalala. Przygotowałem się do jedzenia bez kalkulatorów, jadłospisów i wagi. W pierwszym tygodniu było świetnie – chodziłem nasycony i odeszła chęć objadania się. Potem rozpoczął się extreme hunger trwający 3 tygodnie. Pamiętam, że podczas jego trwania potrafiłem zjeść całą główkę kapusty, dwa worki ryżu brązowego i dużego kotleta. Po takim obiedzie byłem nadal głodny i czułem jednocześnie pustkę oraz przepełnienie żołądka. Po trzech tygodniach extreme hunger minął jak ręką odjął. Mogłem jeść zwyczajne porcje i się nimi nasycić.

            To był również rok, w którym najintensywniej rotowałem dietami eliminacyjnymi, aby ulżyć brzuchowi i sprawdzić, czy jest to choroba jelit, czy też raczej bóle psychogenne. Wypróbowałem m.in. FODMAP i dietę ketogeniczną. Było całkiem smacznie, jednak stale mi czegoś brakowało – szczególnie na keto miałem ciągoty do chleba, ryżu i ziemniaków.

Pierwszy etap walki z ED za mną – odżywiłem wystarczająco organizm, aby zaczął się odbudowywać. Pozostał kolejny etap walki – nawyki i przyjemność czerpana z przejedzenia. Zauważyłem również, że zmieniał się charakter produktów, jakie jadłem oraz to, że nie jadłem aż tak dużo podczas napadu. Przerzuciłem się głównie na fast foody, w których były warzywa. Nierygorystyczne jedzenie + nawykowe objadanie się skutkowało tym, że przytyłem. Obecnie ważę 118-120 kg. Nie mam jednak ciśnienia na to, by znów radykalnie chudnąć. Chcę, aby ciało się regenerowało i samo regulowało potrzeby pokarmowe. Sądzę, że pokonam myśli nawykowe i „ciągotki”. Nie są one męczące tak, jak objawy fizycznego głodu i hipoglikemii, które znikały dopiero po zjedzeniu ogromnej ilości słodyczy. Już jestem bardzo blisko, by wyjść z tych zaburzeń.

 

Jak wyglądał typowy napad?

Podstawowym elementem napadu były praktycznie zawsze lody (unikałem owocowych, bo mi nie smakują). Do tego dołączałem orzeszki w panierce, chipsy, colę, pizzę. Potem stopniowo spadała ilość lodów, a wzrastała ilość fast foodów – najczęściej burgery, frytki i cola. Co do aspektu finansowego – aż nie chcę tego liczyć, bo mi serce pęknie, jak zobaczę, jaką fortunę przez siebie przepuściłem. Powiem tylko tyle, że byłem już kojarzony przez sprzedawczynie w różnych sklepach.

 

Wpływ ED na zdrowie somatyczne

Gdy tylko słyszę, że „wymioty i głodzenie się są rewelacyjnym sposobem na figurę”, to nóż mi się w kieszeni otwiera. Oto lista schorzeń, jakich się nabawiłem dzięki anoreksji i BED:

  • kamica pęcherzyka żółciowego – bardzo szybkie schudnięcie i zmniejszenie podaży tłuszczów spowodowało wytrącenie się cholesterolu i kwasów żółciowych. Powstały 2 kamienie o średnicy > 1 cm. Skończyło się na operacji laparoskopowej
  • niealkoholowe stłuszczenie wątroby – w połowie 2018 roku zacząłem odczuwać ucisk w prawym podżebrzu. Na USG wyszło, że mam powiększoną wątrobę o 4 cm oraz to, że jej obraz wskazuje na stłuszczenie. Podejrzewam, że jest to spowodowane dużymi „dawkami” cukrów i tłuszczy w czasie napadu
  • zgaga – pojawiająca się po napadach i trwająca nawet kilka dni. Straszne pieczenie spowodowane zarzucaniem kwasu żołądkowego do przełyku. Może spowodować metaplazję nabłonka w przełyku (przełyk Barretta). Znika, gdy nie ma napadów. Na szybko próbowałem sobie ulżyć lekami zobojętniającymi lub sodą oczyszczoną + do tego IPP
  • tachykardia – w spoczynku moje serce potrafi bić z częstością > 100/minutę. Nie jest to prawidłowy stan i powoduje przeciążenie serca. Nie wiem dokładnie, czym jest spowodowana – najprawdopodobniej jest to mieszanka otyłości i wenlafaksyny, którą zażywam

Michała możecie śledzić na Instagramie @niewiemnieznamsiezarobionyjest

 

komentarz

Przywykliśmy do myślenia, że zaburzenia odżywiania to sprawa kobieca. To kobiety najczęściej o nich mówią i prawdą jest też, że częściej chorują. Ale zaburzenia odżywiania u mężczyzn występują równie często jak u kobiet – w przypadku ED, natomiast w przypadku anoreksji co czwarty chory to chłopiec. To bardzo ważne byśmy mówili o tym więcej i przekonali cierpiących, że prośba o pomoc jest koniecznością a nie wstydem.

 

Jeśli uważasz, że treści, które tworze są przydatne i potrzebne wesprzyj mnie na Patronite. Dzięki!

Czytaj również: