Czyli że nie zawsze to co wydaje się logiczne i przetestowane jest właściwe. Ta zasada sprawdza się w odchudzaniu, zdrowiu i innych sferach życia. Zmieniłam fryzjera i pani wyprowadziła mnie ze strefy komfortu.

Zanim przejdę dalej muszę ci wytłumaczyć, że od zawsze toczyłam wojnę ze swoim ciałem i swoimi włosami. Myślałam, że są moimi wrogami. Nigdy nie lubiłam swoich włosów. Były dla mnie karą. Zawsze stwarzały problem. Ciemne, grube, puszyste. Siano na głowie. I walczyłam z nimi od kiedy pamiętam. Rozjaśniałam, przyciemniałam, cieniowałam, prostowałam, goliłam. One zawsze wracały do pierwotnej formy, jak to włosy, odrastają. Niewiem jak bym się nie starała zawsze było coś nie tak. Kiedy zostałam blondynką (wiesz szczupła blondynka to marzenie, ideał) zniszczyłam je okrutnie. Były tak suche, połamane i poszarpane że jedwab chłonęły jak gąbka. Ścięłam, odrosły. Później większość zgoliłam ale po latach kolejny raz odrosły. Na szczęście!

Prawie każda wizyta kończyła się rozczarowaniem, płaczem, żalem. Kupowałam różne specyfiki by nie były takie sterczące i sianowate. Różne maski, olejki, jedwabie, nabłyszczacze, środki chroniące przed wysoką temperaturą. I nic!

I jakiś czas temu znów wpadło mi do głowy że zostanę blondynką. Zwierzyłam się nawet z moich planów młodej fryzjerce. Byłam ciekawa jej opinii. Poprzedni fryzjerzy zawsze mówili że nie mogę wybrać jasnego blondu bo nie będzie mi pasował do karnacji. Tyle. I to, co powiedziała ta kobieta dosłownie odmieniło moje życie.

Co się stało?

Przyszłam ściąć włosy. Dokładnie mówiąc chciałam podciąć końcówki i mocno je wycieniować tak by było mi łatwiej je układać. Zawsze tak robiłam. Fryzjer mocno je cieniować, było ich mniej, szybciej się je suszyło i prostowało, łatwiej kręciło lokówką. Ale…

to był błąd logiczny.

Dodatkowo zapytałam o keratynowe prostowanie. Wiecie, by je odżywić i wygładzić.

Okazało się, że i tego nie potrzebuję bo nie mam zniszczonych włosów, jedynie nieodpowiednio pielęgnowane.

I usłyszałam, że moje włosy są stworzone do tego by być długie, gęste, puszyste i ciężkie. Walka z tym nie ma sensu. Nie są zniszczone ani problematyczne, nie wymagają zabiegów upiększających. Dostałam radę, która była sprzeczna z całym moim doświadczeniem, przekonaniami i wyobrażeniami. Sprzeczna ze wszystkimi radami jakie otrzymałam od wszystkich fryzjerów. Zawsze wszyscy wciskali mi regenerację. Olaplex, cuda wianki.

Powinnam zapuścić włosy by były jeszcze dłuższe (poprzedni fryzjer powiedziałby że one już są zbyt długie).

Nie powinnam ich cieniować, co więcej powinnam jedynie podcinać końce aż długość wszystkich moich włosów się wyrówna i uzyskam pełną naturalną ciężkość i gęstość. Na codzień powinnam je jedynie odpowiednio wysuszyć i wyprostować końce.

Absolutnie nie powinnam rozjaśniać włosów ponieważ mój naturalny  kolor pasuje do mnie najlepiej (o tym wiedziałam, ale ubzdurałam sobie, że blond jest najpiękniejszy).

Nie potrzebuję drogich kosmetyków, ale powinnam trzymać na włosach odżywki i maski wystarczająco długo by się wchłonęły. Nieważne co mówi instrukcja – ekspres, 30 sekund, 3 minuty. Ja potrzebuję 30 min.

Czy po usłyszeniu tych rad przyjęłam wyzwanie? Tak. Bez zastanowienia zaakceptowałam fakt, że może przez te wszystkie lata to ja się myliłam. I tego dnia pokochałam moje włosy. Podcięłam jedynie końcówki i grzywkę.

Rady stosuję do dziś.

Nie muszę ci chyba mówić ile pieniędzy, nerwów i czasu dzięki temu zaoszczędziłam i zaoszczędzę w przyszłości.

Nie potrzebuję zdolnych fryzjerów, którzy potrafią cieniować trudne włosy. Nie potrzebuję drogich masek ani nabłyszczaczy, wystarczy przeciętna odżywka. I włosy są ok. Ok bo nie będę mieć włosów marzeń. Nie mogę nosić hollywoodzkich fal ani nie będę blondynką.

Im moje włosy są gęściejsze i dłuższe (bez grama cieniowania) tym mniej się puszą, wymagają mniej stylizacji a ta którą wykonuję starcza na kilka dni. Włosy są gładkie i nieprzesuszone. Nie wymagają tak dokładnego prostowania jak kiedyś więc niszczą się mniej. Kiedy odrosną do właściwej długości pożegnam się z prostownicą.

Mam włosy prawie idealne. Prawie bo jednak wymagają odpowiedniego przygotowania. I są bardzo siwe, ale to niewielki problem.

Jaki to ma związek z odchudzaniem? Moim zdaniem spory.

Wyobraź sobie, że trafiasz na dietetyka który burzy twój cały świat, podważa wszelkie przekonania jakie masz. Śmie twierdzić, że zna twoje ciało lepiej niż ty! Mówi, że nie potrzebujesz diety odchudzającej. Uważa że powinnaś całkowicie o dietach zapomnieć. Zapewnia, że wystarczy że o siebie zadbasz, okażesz sobie trochę empatii i zrozumienia. Że odpuścisz głodzenie i restrykcje i zaakceptujesz fakt, że nie ma jednego rozmiaru, który służyłby każdemu człowiekowi.

Wyobraź sobie, że ten dietetyk pomoże ci odkryć w jakim ciele uzyskasz pełnię zdrowia, energii i radości. Pomoże ci zmienić postrzeganie pewnych cech z kompleksów na atuty. Dietetyk poradzi ci jak poradzić sobie z emocjami i nie zajadać ich. Da ci wskazówki jak przestać się przejadać i jak wprowadzić zmiany w jedzeniu tak by to ciągle było smaczne, sprawiało mniej problemu i zabierało mniej czasu. Wyciągnie cię z życia w zaklętym kręgu diet. Wyleczy z obsesji na punkcie jedzenia. Zniszczy twoją wizję idealnej siebie. Powie, że nie masz predyspozycji do figury takiej jak u trenerek wszystkich Polek i odradza ci kolejne próby jej uzyskania.

Ten dietetyk ryzykuje, że już nigdy nie będziesz potrzebować pomocy i nie wrócisz. Ale zawsze istnieje szansa, że podeślesz inną zagubioną duszę i świat powoli będzie stawał się przyjemniejszym miejscem do życia.

Czasami zbyt komplikujemy sobie życie

Prawdopodobnie masz całkiem inne włosy i potrzebujesz innej pielęgnacji, innego przycinania. Ta analogia może do ciebie nie trafić. Ale pomyśl tylko. Czasami potrzebujemy w życiu więcej prostoty i odrobinę akceptacji tego, co jest. Nie trzeba cudownych diet. Nie trzeba wielkich restrykcji. Trzeba uważności w jedzeniu, elastyczności, skorygowania nawyków i odpoczynku.

Włosy zawsze odrastają. Evelin Tribole, współautorka programu Jedzenia Intuicyjnego powiedziała kiedyś, że odchudzanie jest jak włosy. Waga zawsze wraca. Była co do tego burzliwa dyskusja na antydiecie. Że to nie jest tak, bo niektórym się udaje. Tak, mówią że u 5 procent waga nie wraca. Ale zauważ że ta waga nie wraca nie dlatego że dieta była skuteczna. Dieta się nie kończy. Włosy też nie odrastają jeśli je przycinasz regularnie. Jednak przycięcie a wymodelowanie to coś innego. Może modelowałaś je kiedyś u fryzjera, zabrało to 2 godziny pracy, efekt utrzymał się przez całą noc. Były idealne. Tak jak waga jest idealna przez krótką chwilę kiedy wprowadzasz silne restrykcje.

Jeśli chcesz, możesz kupić drogie zestawy środków odchudzających, kremy na cellulit, karnety do gabinetów modelowania sylwetki, zapłacić za wizytę u najbardziej sławnego dietetyka – kto ci zabroni. Możesz nawet wziąć na to kredyt. To twoja sprawa. Jednak możesz podejść do tego inaczej. Zainwestować te pieniądze w swój rozwój albo w podróż marzeń!

Ciało nie jest aż tak skomplikowane. Owszem, jest bardzo złożoną maszyną, z mechanizmem tak bardzo precyzyjnym że reaguje na każde odchylenie od normy. Ale nie musimy tego wszystkiego tak bardzo analizować ani rozumieć. Naszym zadaniem jest rozumieć siebie samego i słuchać swoich potrzeb, to nie jest takie trudne.

czytaj również:

Jeśli uważasz, że tworzone przeze mnie treści są wartościowe i pomagają Ci w zmianie podejścia do swojego ciała, wesprzyj mnie na patronite. Tak możesz mi się odwdzięczyć za pracę którą wkładam w opracowywanie tematów i research. Bez wsparcia pieknobezgranic.pl nie będzie mogło istnieć.

Jestem wdzięczna za każdą kwotę wsparcia.

Jak wiesz, wypisując się z biznesu sprzedaży diet i marzeń o osiągnięciu wymarzonej sylwetki odcinam się od bogatego źródła finansowania.